


Mysle,ze najtrudniejsza czescia emigracji jest tesknota,za miejscami i ludzmi,ktorach na codzien nie ma w naszym zyciu,ale w sercu,zwasze sa i beda.Ja dotarlam do takiego punktu,kiedy udalo mi sie osiagnac pewna stabilizacje,zyskac nowych przyjaciol i polubic otoczenie w ktorym przebywam,ale jednoczesnie paradoksalnie wzrasta moja nostalgia..Dziwne..Moje mysli czesto ulatuja w strone Polski,miejsc mojego dziecinstwa,wczesnej mlodosci,milosci i przyjazni takich na cale zycie.To chyba jedna z naszych cech narodowych,ta sentymentalnosc i przywiazanie,bo gdy pytam mojego przyjaciela rodem z Australii,czy teskni za swymi,twierdzi,ze raczej nie,ze tu jest jego nowy domek i jest ok..Kurde moja ojczyzna jest tylko 1200km a nie 1000000000000,wiec niby nie powinnam lamentowac,ale to gdzies jest zakodowane gleboko w nas,tak nas wychowano.Ja rycze gdy slysze "List do Matki"Villas, rozczulam sie widzac polskie produkty;)etc.Malo europejsko,niestety nie jestem dziewczyna Cosmo-polityczna;)pora sie z tym pogodzic.uff
Zdjecia powstaly kilka miesiecy temu,w nieco zimniejszym klimacie (tu juz wiosna,wczoraj bylo 18 stopni),ale mam nadzieje ze jakos sie wpasuja w mego blogoslawa.
kurtka-Asos
bluzka-Primi;)
torba_H&M
buty-Vintage




